Przez najbliższe 10 dni będziemy "zabawiani" przez Richarda - na jutrzejsze zajęcia zapowiedział niewinnie: nie stresujcie się - będziemy tylko zabawiać się linką...
Powodzenia i trzymajcie się
Założyłem że w maju będziemy szkoleni przez T1 wieć tak musi się stać.
To "T" to bardzo pasuje do Wojtka - T - Terminator ( na razie 1 )
Pozdrawiam
Piotrek
PS.
pamiętajcie że przeżyliśmy kiedyś potop szwedzki to i temu dacie radę
Pomijamy teorię, łażenie z kołowrotkiem na ślepo, poręczowanie wraków i inne "optymalizacje sprzętowe"...
do wody, a tam:
Zrobilismy dwa nury tzw. "problemowe", każdy zaczynał się valve-drillem, s-drillem oraz kilkukrotną zamianą butli bocznych - masz jedną, masz dwie, nie masz wcale itp - kolega Richard nie znudził się tym co wyprawialiśmy i obserwując nas notował niewinnie to i owo...
Potem jazda - "zaporęczowanie drogi przy minimalnej widoczności" w trakcie kilkukrotne awarie (naprawialne) zaworów. Ruszamy z poręczowaniem "w pełne morze" i tu zrobiło się "trochę" ciekawiej, najpierw padły nam główne latarki, w międzyczasie, a to nawalił inflator, a to znowu bąblował któryś zawór. Komunikacja na backupowych latarach w ciągu dnia wymaga większej koncentracji, ale spoko. W pewnym momencie Doro ma nienaprawialną awarię uszczelki separatora, a ja jakimś tajemniczym sposobem mało co nie zgubiłem stage... .Doro ma OOA - problem udaje się rozwiązać - wracamy "do domu" czyli w kierunku "punktu startowego" (cały czas pracujemy z linką poręczową. W międzyczasie mam drobny wyciek z zaworu stage, ale nie na darmo chodziłem do przedszkola we wczesnych latach 70-tych - nie takie awarie się załatwiało .
Dopływamy do punktu wyjścia - przed nami kilkunasto minutowe wielopoziomowe deko - czyli zmina gazów, delikatnie skomplikowana tym że jednak zgubiłem nie butlę boczną, ale cały gaz deko... trzeba zmodyfikować plan - przepinka i wymiana butli i kiedy już myślałem, że wszystko idzie jako tako - pojawiła się łódź nad naszymi głowami - zerkam na Richarda - gapi się na nas i kombinuje... Chcąc - nie chcąc wyciągam bojkę i strzelam (cały czas w tle idzie liczenie deko z okresową zmianą gazu...) Wreszcie powierzchnia...
...a z tą linką to była kompletna ściema
Później teoria - Doro nie wytrzymała i... rozpłakała się...
...ze śmiechu
Ryczeliśmy jak dzikie nosorożce - sposób prowadzenia zajęć, który zaserwował nam Richard rozwalił nas kompletnie...
Jak na razie czekamy na jutrzejsze nury - mają być fajniejsze
Przeczytałem Waszą relację z wypiekami na twarzy.
Mam w pamięci mój niedawno ukończony pierwszy kurs instruktorski, szczególne podobieństwo widzę w awaryjności sprzętu oraz ilości nietypowych stytuacji które mi się zdarzały kiedy niby normalnie płynąłem sobie z instruktorem.
Mimo wszystko świetnie się bawiłem i myślę że wy mimo wszystko świetnie się bawicie.
No i czekam na dalszu ciąg.
no to jeszcze trochę o naszych zmaganiach z wymaganiami jakie nas spotykają od kilku dni (i jeszcze przez kilka będą )
Drugi dzień zajęć praktycznych zaczał się od niewinnego komentarza: dzisiaj trzymamy się deko-planu... Większość problemów pojawiała się w momentach wymagających przekalkulowania deco, często Richard wstrzymywał nasze podrygi i pytał ile doko do końca...
Sprawa z pozoru prosta, ale wymagającasporej koncentracji: na miejsce wynurzenia dopłynęliśmy ze zgubionymi dwoma maskami, padniętym podstawowym światłem, awarią 2 zaworów i bąblującym inflatorem... Prowadzący deko obsługiwał siebie, ślepego i liczył czas, a kiedy wszystko wydawało się proste... dostawaliśmy info typu: "zmiana ról, jesteście w trzeciej minucie deko, brak deko gazu u jednego członka zespołu ile czasu musicie spędzić na obecnej głębokości i... niewinnie naciskał przycisk dodawczy mojego inflatora czekając na odp...
Do tego stałe manewry typu OOA, przemieszczanie butli bocznych, komunikacja w różnych warunkach, kołowrotek, bojka i bąble, bąble... najpierw duże, a potem coraz mniejsze - im szybciej wykryte - tym lepiej - doszo do tego że kiedy ktoś otwierał colę w bazie, odruchowo szukałem partnera ...
teoria, teoria, teoria...
Nury problemowe na gł. 30m...
Podstawa - praca w zespole - komunikacja, brak odchyłek w deco i właściwa reakcja na nałożone problemy.
Pierwszy nur do bani: na 6m realna awaria: zaciął mi się zawór dodawczy skafandra, byłem "ślepy" i OOA + przepinka stage - zanim się zorientowałem, że sygnał Doro oznacza "ostoro w dół", poleciałem ostro do góry...
Drugi nur znacznie lepszy - pełne trzymanie się planu deko mimo kikukrotnych zmian i problemów typu przelicz deco, które liczył partner kiedy byłeś ślepy...
Trzeci nur... poprosiliśmy o podniesienie poziomu komplikacji
Pomijam wszystkie "drobiazgi" - ograniczona komunikacja i intuicyjne odszukiwanie partnera wychodzi nam całkiem nieźle...
...więc było tak:
płyniemy sobie grzecznie, aż tu naraz bąble z prawego zaworu - załatwiam sprawę, gubiąc maskę, równocześnie Doro sygnalizuje, że jakoś zgubiła płetwę... zakładam zapasową maskę, ubieramy "napęd Doro", której pada latara, a mi siada separator, a chwilę potem lewy zawór - czyli kompletny OOA. Kołowrotek na glebę i wracamy "na ciasno", teraz ja gubię płetwę i światło, jakoś odpina mi się dolny karabinek stage - opanowujemy sytuację i wchodzimy w deko. Zmiana gazów i... pękł o-ring na połączeniu węża i IIst (tak naprawdę) - założenie było 20min deco - pada info "częściowa utrata gazu deko" - czyli Doro zgubiła ponad połowę gazu deko, a ja mam pełną butlę, ale nie mam automatu...
Richard jakoś intuicyjnie wyjął podstawowy autoamt i przeszedł na back-up - wyczuł pewnie chytry plan... Postanowiliśmy zamienić automaty na butlach, żeby wykorzystać mój deko gaz. Wcześniej miałem awarię "wszystkiego", więc zabieram się do odkręcania automatu z prawego zaworu twina, ale trzyma jak przyspawany, próba z drugim - też klapa - dajemy radę w dwójkę (w tle leci deko, które liczy Doro - ja udaję, że też liczę ). Wykręcamy automat ze stage i wkręcam w jego miejsce ten z lewego podstawowego zestawu - przy okazji źle wpinam manometr (wpinam, jest tu określeniem daleko wybiegającym od czynności, którą wykonałem z manometrem... ) - przechodzę na gaz deko i... gubię maskę, na dodatek skafander znowu zaczyna samoładowanie... wypuszczam gaz zakładam drugą maskę i...
...dostaję info od naszego Mastera (masz oxytox'a) - no to zaczynam się trząść, równocześnie zaczynam spadać - Doro reaguje błyskawicznie, ale nie wie , że skafander sam się ładuje... Próbuje odkręcić już i tak odkręcony zawór nadmiarowy (ja jestem nieprzytomny) - tak sobie pomyślałem, że jak wpadnie na pomysł odchylenia manszety -to się wkurzę , ale Doro wycisnęła gaz z rękawa i wypięła węża, niestety stabilność naszego "zestawu" pozostała wyłącznie słowem pisanym...
Wolno, ale zdecydowanie na powierzchnie, stabilizacja, oddech, wezwanie pomocy i transport do łodzi - czyli zostałem uratowany...
Fajnie było
W międzyczasie Richard pomaga nam w testach latarek Gral Marine - jest zaskoczony kilkoma wynikami, ale z opisem zaczekamy.
Drugim naszym projektem sprzętowym jest zmiana projektu docieplacza SANTI - obecne modele wymagają naszym zdaniem wielu modernizacji - zaproponowaliśmy współpracę przy uszyciu wersji "nju romantik", albo poważeniej usunięciu i zmianie tego co naszym zdaniem jest w wyrobach SANTI zbędne.
Richard wysoko ocenił komfort cieplny SANTI, zgodził się też z naszymi przemyśleniami w sprawie zmian...
Richard jest skrajnie nawiedzonym wrakowcem - bardzo lubi nurkowanie w Bałtyku, co ciekawe zaczął czytać polską książkę o wrakach Bałtyku - książka oczywiście po polsku tak po prawdzie co 5 min przychodzi i pyta "a co to jest to nwiezazmszczk" - próbując przeczytać to i owo w naszym języku. Tak poważnie przygląda się wynikom poszukiwań uzyskiwanym przy użyciu sondy i sonaru bocznego - porównując je z tymi, których sam używa.
Fajny opis. Kij od szczotki tym razem ma masę stali... (Dla niewtajemniczonych mowa o drodze miecza z kijem od szczotki, czyli ćwiczeniu sytuacji symulowanych). W jakim miejscu dawaliście ognia? Ze zdjęcia wynika, że pływaliście na Francesce (a nie na Queen Samirze). Gazy w końcu mieszacie sami, czy tidiajowcy zarabiaja?
Hej!
Moim zdaniem mamy wahania przekraczające 20cm od założonego poziomu deko - nie jest to problem z punktu widzenia deko, ale jak ma być 6 to 6, a nie 6,5.
Do bani jest zawór upustowy w suchaczach (naszych) - potrafi skomplikować proste manewry, więc fruwamy... choć z drugiej strony zebraliśmy łączną notę 4,5 na 5 i to za całkiem inne "myki" np. Doro zasygnalizowała awarię prawego zaworu - byłem blisko, więc wziąłem się za zamykanie, ale nie zwróciłem uwagi, że Doro ciągle ma podstawowy automat w ustach... albo banał: po kilkukrotnej zamianie stage i dodawaniu problemów typu brak maski, utrata pływalności, awaria światła dałem się złapać na nie wpiętym podstawowym automacie (byłem na backupie) - więc kotwica gotowa...
...komunikacja, a dokładniej znaki umożliwiające szybką identyfikację problemu - przez pierwsze dwa dni mieszaliśmy strasznie, ale po "suchym znakowaniu" - dzisiaj poszło znacznie lepiej.
Trimiks zabieramy ze sobą najwcześniej pojutrze (banda nie dowiozła helu...), a mieszać będziemy sami
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum